13.07.2008 09:04
Po sukcesie i fajnej zabawie we Wrocławiu, pojechaliśmy na wystawę do Warszawy. Sędzią miał być (i był ;) ) Tibor Havelka ze Słowacji, który podobno zna się na CzW, więc liczyliśmy na konkretne uwagi dot. naszej małej burej.
Ale od początku. Noclegu użyczyła nam Aneta, za co serdecznie dziękujemy. Było nam naprawdę miło, Pani Domu ugościła nas wspaniale, a bura miała okazję pobawić się z innymi burymi :) Poznaliśmy Alego (Licha) i April Dębowa Sfora, a także małą piranię Majeczkę. K-lee była dość wystraszona, gdy napadło na nią takie stado, ale po pierwszych niesnaskach, nastała dłuuuga i męcząca zabawa. Wypiliśmy winko, pogadaliśmy, poznaliśmy aportującego kota, psiaki wreszcie padły i poszliśmy spać, bo wcześnie rano pobudka.
Dzień zaczął Przemek i bura spacerkiem po lesie (jak w tych Kaniach pięknie i zielono!!) . My wstałyśmy następne, Gospodyni zrobiła przepyszne śniadanko, zapakowaliśmy psy do samochodów i w drogę :)
Na wystawie okazało się, że jest 25 (!!!) wilczaków, z czego K-lee nie była zbyt zadowolona. Wszystkie jakieś takie duże, ‘agresywne’, brutalne, dlatego biedna mała Kalinka postanowiła pobawić się z Białymi Owczarkami Szwajcarskimi ;)

Po zabawie poobserwowaliśmy troszkę wilczaki. Pieski, suczki, te groźne i te przyjazne, te duże i te maleńkie ;)

Przyszedł czas na wystawianie. W tak dużej stawce, cieszyliśmy się, że jesteśmy w klasie szczeniąt, która jest pierwszą po ocenie psów. Wszystkie psy bardzo ładnie się zaprezentowały, tylko jeden niestety nie chciał sędziemu pokazać klejnotów. Sędzia uciekał przed ostrymi ząbkami, a pies… no niestety, nie został oceniony.
W swojej klasie K-lee konkurowała z siostrą, z Kokb’ael Tajgą z Peronówki. Sunia kochana, przesłodka, choć zupełnie inna niż K-lee. A to właśnie nas zdziwiło, bo gdy wybieraliśmy u Margo szczeniaczka, K-lee i Kokb’ael były prawie identyczne i mieliśmy problem z rozróżnianiem ich. Na ringu K-lee znowu ładnie pokazała ząbki, biegłyśmy pierwsze, więc siostra nas nie rozpraszała, takie małe ułatwienie.

I lokatę jednak dostała K-lee. Sędzia rzeczowo wyjaśnił nam dlaczego. W przeciwieństwie do Wrocławia, usłyszałyśmy uzasadnienie oceny. A więc nasza druga wystawa znowu zakończyła się sukcesem, choć tu nie było już tak łatwo, bo mieliśmy konkurencję. I naprawdę fajniej jest nie być samemu w ringu ;)

I końcowe gratulacje z buziakami :)

Dostałyśmy nominację do Finałów, ale obie byłyśmy już bardzo zmęczone, więc nic nie wybiegałyśmy, a i konkurencja była naprawdę spora. Gratulacje dla Zwycięzców!!
Podsumowując, wilczaków było naprawdę sporo i fajnie jest poznać nowych ludzi i nowe psy. Jednak K-lee nie przepada za tłumem i chyba woli wystawy bardziej kameralne. Ja muszę jej przyznać rację, bo głupio mi, że nie byłam w stanie zapamiętać wszystkich. Następna wystawa już za 2 tygodnie!! Za tą dziękujemy i… pozdrawiamy Dewi!!

07.06.2008 20:19
No i przyszedł czas na nasz długo wyczekiwany debiut ;) Z samego rana przyjechała do nas Marzena z Garudą. Dziewczyny się zapoznały i Garuda, jak to ona, musiała małą ustawić do pionu. K-lee za to nie pozostała dłużna i obszczekała Rudą od góry do dołu. W końcu dziewczyny ustaliły między sobą to i owo, a my mogliśmy ruszyć na wystawę. Na miejscu, w sekretariacie, każdy piesek dostał katalog, numer startowy i… pączka ;) Pączusia Kalinki niestety zeżarł Przemek… Jak się okazało wilczaki oceniane były na szarym końcu. Na początek wzięto pod lupę bordery, a było ich ok. 40, potem pojedyncze egzemplarze innych ras, potem mocno obsadzone briardy i wreszcie wilczaki.
Sędziował sędzia z Litwy Igor Zizevskis. Było nas tylko 4 sztuki, każdy w innej klasie. Na początek Czambor w szczeniakach. Zebrał same pochwały, wspaniały opis, wybitnie obiecującą i tytuł Najlepszego Szczeniaka. Potem kolej na suki i klasę baby, czyli my (niestety nie miałyśmy żadnej konkurencji :( ). Trema na szczęście nas nie zeżarła i całkiem nieźle sobie poradziłyśmy ;) Nasz pierwszy opis z wystawy:
“ładna przedstawicielka tej rasy, bardzo ładna głowa, dobra psychika, prosty grzbiet, dosyć dobrze rozwinięta klatka piersiowa, dobrze zbudowane przednie i tylne kończyny, dobry ruch” i ocena wybitnie obiecująca, Pozostało nam oczekiwanie na BIS-y ;)

W klasie młodzieży była Cora, która zgarnęła wszystko. Doskonała i Zwycięstwo Rasy. Na koniec Garuda i Marzena, której się najbardziej spieszyło, bo tego dnia grała koncert ze swoim zespołem na Dniach Twardogóry ;) Ocena doskonała, ale nie dostała CWC, bo sędzia ocenił kondycję futra jako “niewystawową sierść”.
W finałach K-lee też bardzo ładnie biegała, choć ja sama nie bardzo jeszcze wiedziałam co i jak mam robić. Ale obie byłyśmy wyluzowane, w końcu miała to być dobra zabawa, a nie stres ;) No i zaowocowało, bo K-lee na swojej pierwszej wystawie w życiu stanęła na pudle z tytułem BIS 3!!! Mała zgarnęła puchar, worek karmy i zachwyt sędziego nad jej wspaniałym, zrównoważonym charakterem.

I faktycznie ani razu nie podkuliła ogonka, pozwoliła sędziemu podotykać dziąsełek, ząbków, a na dzień dobry przywitała go merdającym ogonkiem i skulonymi uszkami :)
Jesteśmy z malucha bardzo dumni :) I tak nam się spodobało, że po wystawie od razu wysłałam zgłoszenie do Będzina ;)
Bardzo dziękujemy wszystkim wilczakowcom za tak miłe przyjęcie i kibicowanie na wystawie :) Cieszymy się, że oprócz Ragudy poznaliśmy też Kasię z rodzicami i grzeczną Corą, no i Grzesia z przepięknym Czamborem. Dziękujemy za dobre rady i wskazówki, to dzięki Wam tak dobrze nam poszło ;)
Już czekamy na następną wystawę :)

07.05.2008 14:55
Dzisiaj K-lee była z Przemkiem u weterynarza w celu… oznakowania się ;) Urząd Miejski Wrocławia przeprowadza akcję darmowego chipowania psów, więc postanowiliśmy skorzystać. Tym razem sucz bardzo dzielnie zniosła wizytę, w ciszy i spokoju pozwoliła wszczepić sobie chipa. Dostała naklejki do paszportu i silikonową nakładkę na obrożę. Teraz już spokojnie możemy wywozić Susu zagranicę, bo została zarejestrowana w międzynarodowej bazie danych. Gdyby kiedykolwiek (nie daj Boże!!!) postanowiła pozwiedzać w samotności, to szanse jej odnalezienia są zdecydowanie większe, jeśli tylko trafiłaby gdzieś do weterynarza lub schroniska. Mamy więc już komplet szczepień, dokumentów, pozostaje tylko czekać, aż dojedzie nasz rodowód ze Stolicy :)
20.04.2008 21:09
12.04.2008 14:15
Czas najwyższy podsumować obserwacje dotyczące charakteru naszej suczi. Zakończyliśmy już etapy szczepień. Od pierwszego razu u weterynarza zaczęły się przeboje ;) K-lee weszła odważnie do gabinetu, ustawiłam ją na stole, po czy,m zaczęła miauczeć… Nie bała się, ale ostentacyjnie demonstrowała swoje niezadowolenie. Doktor postanowił małą ‘ustawić’, zdominować, aby ułatwić nam wizyty u weta. Na stole przyciskał ją płąsko do powierzchni, czemu towarzyszyła cała gama dźwięków. Od udawania, kota, krowy, prosiaczka, psa, kanarka… Mała piszczała, wyła, ujadała, szczekała, szlochała, powarkiwała, miauczała. Jeśli się wyrywała, doktor podnosił ją w powietrze i tak dyndała sobie chwilkę. Gdy się uspokoiła, od nowa miała przyjąć pozycję leżącą. Co chwila odwracała się w naszą stronę i patrzyła takim błagalnym, słodkim wzrokiem, aż serce się krajało. Trwało to ze 20 minut i nie przynosiło żadnego efektu. Wyszłam więc na zewnątrz aby zapalić i uspokoić zszargane nerwy. Oczekujący w poczekalni właściciele z pacjentami patrzyli na mnie jak na oprawcę. Pani z maleńkim yorczkiem na rękach sama drżała jak jej piesek, a ja zastanawiałam się, czy nie uciekną z poczekalni, jak K-lee się nie uspokoi ;).
Wróciłam po ok. 10 minutach. Weszłam do gabinetu, a K-lee grzecznie leżała na stole. Mocno zziajana tylko na nie zerknęła nie zmieniając pozycji. Dopiero, gdy wet pozwolił jej wstać, usiadła. Widok był niesamowity!!! Grzeczna, spokojna sucz, która bez mrugnięcia okiem pozwoliła sobie zrobić zastrzyk, nie zmieniając nawet pozycji ;) Byłam w szoku. Kiedy mała została zdjęta ze stołu, szczęśliwa pokręciła się troszkę po gabinecie, po czym ptrzyjęła pozycję siurającą i zalała cały gabinet. My w połochu za ręczniki papierowe, wet pobiegł po mopa i sprzątamy, ale to nie wszystko!! Uchachana suka zaraz po tym zostawiła dla nas grubszą niespodziankę o dość wolnej konsystencji i zapaszku conajmniej odurzającym. Posprzątaliśmy, grzecznie się pożegnaliśmy, a wet otworzył okno i… ogłosił 10 minut przerwy :D
Po 14 dniach powtórka z rozrywki, jednak pacjentów było tak dużo, że niebyło czasu na ustawianie suki i niestety trochę lamentów było. A nasz weterynarz przykleił małej łatkę marudy ;) W międzyczasie odrobaczania przebiegły bezproblemowo, tabletkę wystarczyło opatulić kożuszkiem z wołowinki.
11 kwietnia K-lee została zaszczepiona przeciwko wściekliźnie i zakończyliśmy przymusowe zastrzyki, kwarantanny. Można zacząć szaleć na spacerach ;)
Wnioski: Sam weterynarz określił, że K-lee jest uparciuchem, choć nie był tak delikatny w swojej ocenie, użył nieco dobitniejszego słownictwa. Po jej zachowaniu możemy stwierdzić, że próbuje nas obłaskawiać płaczem. Ma lekkie skłonności do histerii, ale ponoć psy upodabniają się do właścicieli. Moim zdaniem suka jest naprawdę mądrą zwierzyną. Doskonale wie, czego jej nie wolno, ale jej upartość wciąż każe jej próbować, czy aby nie zmieniliśmy zdania odnośnie wchodzenia na łóżko, czy porywaniu sztućców z kuchennego blatu. Dość szybko łapie komendy, a ćwiczenia udaje się wykonywać nawet, gdy małe futerko przebiega za plecami. Na spacerach pięknie się pilnuje i przybiega na komendę ‘do mnie’. Trudno na razie ją oceniach. Minął zaledwie miesiąc odkąd koegzystujemy na jednej przestrzeni. Wiele pewnie się zmieni, kiedy mała zacznie dojrzewać, ale póki co, cieszę się jej szczenięcym posłuszeństwem :) Mamy już swoich psich przyjaciół, z których Browar jest tym najlepszym, a Browar to… spaniel :)
Z frontu weterynaryjnego najnowsza wieść niesie, że pod koniec kwietnia Urząd Miasta Wrocławia zafunduje nam darmowego chipa i na tym na razie chyba skończymy wizyty u Pana Doktora…
